sobota, 11 marca 2017

Wiosenne liczby - przyroda i matematyka

Dziś nietypowo, bez zdjęć, bo dopiero przymierzam się do wykonania tego. Brakuje mi kluczowego elementu, czyli ziemi. Ale o co właściwie chodzi?

Ostatnio na forum dla nauczycieli poruszano kwestie "ludzików" z trawą na głowie. Jest to taka dość stara, ale nadal atrakcyjna forma wysiewu owsa wielkanocnego albo rzeżuchy. Obserwując to pomyślałam, że skoro można ludzika, to czemu nie liczby? Przedstawiam zatem mój plan, a efektami chwalić się będę gdy coś zakiełkuje :)

Przybory:
- ziemia doniczkowa
- nasiona (najlepiej owsa lub rzeżuchy) 
- tektura
- bawełniane nici lub sznurek ogrodowy
- podkolanówka nylonowa
- tacka plastikowa


Z tektury wycinamy kształt wybranej liczby. Tak powstały szablon "ubieramy" w podkolanówkę i zaczynamy napełniać ziemią. Dla ułatwienia można ją lekko zwilżyć, żeby była bardziej lepka i zbita. W miejscach, które są zakrętami, zagięciami formowanie warto zabezpieczyć owijając nićmi w kilku miejscach. Na wierzchniej warstwie ziemi rozsypujemy wymieszane z ziemią nasiona. Jeśli w pewne miejsca trudno jest dotrzeć, wystarczy zrobić kilka małych dziurek i przez nie powpychać nasionka. Całość kładziemy na tacce i spryskujemy obficie wodą. 

Ciekawe, co z tego wyjdzie :) Jak mi coś wyrośnie - dam znać! Ktoś spróbuje? 

piątek, 10 lutego 2017

Rymowana tabliczka mnożenia - 5-10

To już ostatnia część rymowanej tabliczki mnożenia! Ale uwielbiam rymować, zatem zapewne pojawią się inne wierszyki.

Dla tych, którzy nie wiedzą o co chodzi: Wiedziona zainteresowaniem wokół rymowanek ułatwiających tabliczkę mnożenia zdecydowałam się stworzyć śmieszne, mniej lub  bardziej sensowne rymowanki do poszczególnych działań. Uważam to jednak nie za sposób uczenia się matematyki, ale formę rozrywki wspomagającej zapamiętywanie, utrwalającej te działania, gdyż najważniejsze dla mnie jest, aby dziecko UMIAŁO MNOŻYĆ. 
Więcej na ten temat oraz poprzednie rymowanki znajdziecie tutaj i tutaj

Kubuś Puchatek na miodek ma chęć, 
5 razy 5 to 25.

Moja mama lubi czytać powieści,
5 razy 6 daje 30.

W moim albumie jest dużo zdjęć,
5 razy 7 to 35.

Pyszna czekolada podniebienie rozpieści, 
5 razy 8 daje nam 40.

Dbaj,aby w zeszycie nie mieć brzydkich zgięć,
5 razy 9 to 45.

W pobliskim lesie rośnie piękny jesion,
5 razy 10 daje pięćdziesiąt.

Gdy podłoga brudna, trzeba ją zmieść,
6 razy 6 to 36.

Rok 12 miesięcy trwa, 
6 razy 7 to 42.

Co wydarzy się jutro? Nie wiem. 
Lecz 49 to 7 razy 7. 

Pomogę babci zakupy nieść, 
7 razy 8 to 56.

Gdy lekko pada, mówimy, że mży
7 razy 9 to 63.

Piękna i złota - to właśnie jesień!
70 to 7 razy 10.

Do robienia tostów służą tostery, 
8 razy 8 to 64.

Zebra to zwierzę, które paski ma, 
8 razy 9 to 72. 

To bardzo nieładnie dłubać w nosie, 
80 to 10 razy 8.

Babcia i dziadek lat mają po kilkadziesiąt.
9 razy 10 to 90.

Setki zwierząt mieszkają w zoo,
10 razy 10 to właśnie 100!

O czym chcielibyście rymowanki? Kto już próbował? Dajcie znać!

środa, 1 lutego 2017

Bezcisza na matematyce

"Najprostszy przykład - ktoś coś wie, a ktoś czegoś nie wie. Ktoś rozumie, jak się oblicza jakiś wzór, a ktoś nie rozumie. I w związku z tym może się wywiązać dyskusja czy rozmowa. Nie chodzi jednak o przelewanie treści z jednego umysłu w drugi. Jeżeli mój uczeń czegoś nie wie, to dopóki ja nie zrozumiem, dlaczego on nie pojmuje czegoś co jest dla mnie oczywiste, w ogóle nie będę w stanie mu tego tłumaczyć. Samo podanie jakiejś definicji niczego nie zmienia, bo uczeń dalej mówi "nie rozumiem."

Muszę się do czegoś przyznać. Być może wiele osób zwróci mi uwagę na brak słuszności moich poglądów, jednakże chciałabym o tym napisać.

Nienawidzę ciszy na matematyce. 

Nauczanie szkolne obarczone jest jakimś dziwnym przekonaniem, że lekcje wymagają ciszy, milczącego skupienia, w którym nauczyciel przemawia, a uczniowie słuchają i skrzętnie notują. Coraz częściej słyszę o tym, że rozwiązanie takie wybierają również nauczyciele matematyki. Przyznam szczerze, że nie chcę w to wierzyć. Bo moim zdaniem, matematyka nie znosi ciszy. Oczywiście uważam, że dzieci muszą uczyć się być ze sobą w ciszy, zachować ciszę w przeznaczonych na to momentach, a także uczyć się szacunku do osoby mówiącej. Ale tego szacunku nauczyć można się przez rozmowę, a nie tylko słuchając monologu.

Dlaczego tak bardzo upieram się przy "bezciszy" na matematyce? Ostatnio podczas korepetycji rozmawiając z uczennicą wspomniałam coś o maturach, studiach, egzaminach i usłyszałam pytanie: 
"- Ale z matematyki chyba nie da się robić ustnego egzaminu...?
 - Jak to nie? Przecież np. na studiach ma się egzaminy z matematyki w formie ustnej!
- Przecież na "matmie" pisze się tylko zadania. To co się na nich robi?
- Rozwiązuje i omawia... Przecież w matematyce nie chodzi o to, żeby rozwiązać zadanie, ale żeby je rozumieć i umieć o tym rozwiązaniu opowiedzieć... Przecież dlatego ciągle nalegam, żebyś mi opowiadała co zrobiłaś!
- O kurcze...
"

Matematyka to - moim zdaniem - jeden z najbardziej praktycznych przedmiotów. Uczenie jej w teorii, bez rozważań, błędów i wątpliwości mija się z celem. Pewien zakres reguł jest dany i konieczny do przyswojenia i zrozumienia. Jednakże czy został on zrozumiany nie dowiemy się, jeśli nie będziemy pozwalali uczniom rozmawiać o (na) matematyce. Wprowadzając do uczenia matematyki tę "martwą ciszę" zabieramy szereg możliwości rozwoju. My nie wiemy czego uczyć, bo nie wiemy czego uczniowie nie umieją. Nie wiemy jak uczyć, bo nie znamy rozumowania ucznia. Nie pozwalamy uczyć się uczniom samodzielnego uczenia się i uczenia innych. I ograniczamy coś, co bardzo cenię - możliwość tworzenia przez dzieci w umyśle własnego porządku pozyskiwanej wiedzy. Każdy z nas jakoś "sprząta" sobie w głowie. Jedną z drug tego sprzątania jest próba ponazywania i tłumaczenia. 

Matematyka to aktywność, twórczość energia. Pozwólmy tej sile na "bezciszę". 
Od przedszkola po szkołę wyższą. W szkole i w domu.

Na szczęście większość moich nauczycieli (zarówno w ed. wczesnoszkolnej jak i matematyki) pozwalało na ten drobny "hałas", czy raczej gwar na lekcji. I jestem im wdzięczna. I naprawdę chcę wierzyć, że niemal wszyscy nie boją się "bezciszy".  

piątek, 27 stycznia 2017

Rymowana tabliczka mnożenia - 3 - 4

W związku z zainteresowaniem rymowankami związanymi z tabliczką mnożenia, publikuję dziś kolejne. Jeśli chcesz poznać poprzednie, dowiedzieć się o co chodzi oraz dlaczego nie uważam tego za sposób uczenia mnożenia, a jedynie formę zabawy i wspomagania - zapraszam do poprzedniego postu: rymowana tabliczka mnożenia - 0-2.

A tymczasem kolejne:
W Afryce żyją bardzo groźne lwy,
- 9 nam daje 3 razy 3. 

Francuzi produkują bardzo dobre sery, 
- 12 to wynik 3 razy 4.

"Kłótnie" to znaczy to samo co "waśnie", 
- 3 razy 5 daje 15.

Każde dziecko czeka, by tyle lat mieć, 
-18 nam daje 3 razy 6. 

Stolicą Austrii jest przecież Wiedeń,
- 3 razy 7 to 21. 

Sanie Mikołaja ciągną reniery, 
- 3 razy 8 to 24. 

Kiedy mi zimno, przykrywam się pledem,
- 3 razy 9 to 27. 


Świat ma tyle tajemnic, że w głowie się nie mieści,
- 3 razy 10 daje nam 30. 

"Zdrowie!" mówi się przy toasćie, 
- 4 razy 4 to 16. 

W weekend jeździmy z rodziną na przedmieścia, 
- 4 razy 5 daje 20. 

Do zbierania znaczków służą klasery, 
- 4 razy 6 to 24. 

Czy wiesz, że nie zawsze istniały komputery?
- 28 to 7 razy 4. 

Tydzień zawsze 7 dni ma, 
- 4 razy 8 to 32. 

Czy każdy z nas lubi lody jeść?
- 4 razy 9 to 36. 

Lubimy słuchać bardzo dobrych wieści, 
- 4 razy 10 to 40. 

Kto już próbował? Pochwalcie się!

środa, 25 stycznia 2017

Rymowana tabliczka mnożenia - 0 - 2

Przepraszam za moje milczenie, ale ekspresowe pisanie pracy dyplomowej, sesja, różne cuda - niecuda sprawiły, że cierpiałam na swego rodzaju niedobór czasu. Aktualnie walczę z sesją, a jak wiadomo  ta sprzyja twórczości wierszowanej :)


Ostatnio zaroiło się w sieci od wierszyków ułatwiających naukę (zazwyczaj pamięciową) tabliczki mnożenia. Przyznam, że myślałam o tym już wcześniej, gdy napotykałam na takie wierszowane "pioseneczki" o tabliczce mnożenia. Znaleźć je można m.in. na youtube.com. Miałam jednak mieszane uczucia. Dlaczego? Nie jestem zwolenniczką pamięciowego uczenia matematyki. Nie uważam, że trzeba znać tabliczkę mnożenia. Trzeba po prostu UMIEĆ MNOŻYĆ. I zdecydowanie tej wersji się trzymam, staram się by osoby, które uczę umiały w pamięci liczyć, a nie znały i pamiętały wyniki. Realia są jednak takie, że tabliczka mnożenia jest swego rodzaju legendą - otoczenie zazwyczaj oczekuje, że dziecko będzie ją znać niczym własne dane osobowe. Sama znałam "całą tabliczkę" w wieku 4,5 roku, ale szczęśliwie potrafiłam też ją sobie wyliczyć, wykroczyć poza 100, rozpisać, wykonać obliczenie gdy wynik "wypadł" z głowy. Dlatego wybaczcie, że miłością tabliczki darzyć nie będę. Wiem jednak, że wiele osób znacznie lepiej uczy się na pamięć i dla nich przydatna jest pamięciowa znajomość tabliczki mnożenia. A tutaj rzeczywiście takie wierszyki mogą okazać się pomocne. Zatem dla jasności: takie wierszyki ( i inne mnemotechniki) w nauce mnożenia są moim zdaniem jedynie wspomagające, formą zabawy, rozrywki, utrwalenia. 

Zamieszczam zatem na początek kilka rymowanek dotyczących mnożenia razy 0, 1 oraz 2. Być może komuś się przydadzą. 


Wie o tym już tata, 
i wie każda mama.
Liczba mnożona przez jeden
zostaje taka sama!

Mnożenie przez zero?
To nie żaden pic!
Wynikiem jest zawsze
zwyczajne nic. 

Z obiadu najbardziej lubię desery
- 2 razy 2 daje nam 4.

Latem najbardziej lubię lody jeść, 
- 2 razy 3 daje nam 6. 

Matematyka jest trochę jak gra,
- 8 to właśnie 4 razy 2. 

Puchatek na miodek ma zawsze chęć,
- 10 to właśnie 2 razy 5. 

Ćwiczę mnożenie teraz właśnie,
- 2 razy 6 daje 12.

Chmura przeróżne kształty ma, 
- 14 to 7 razy 2. 

Chciałbym się spotkać kiedyś z łosiem,
- 16 to 2 razy 8. 

Andersen pisał przepiękne baśnie,
- 2 razy 9 daje 18. 

Teściowa to zwykle żona teścia, 
- 2 razy 10 daje 20. 

Moi drodzy! Gorąco proszę Was o opinię, jaka forma jest waszym zdaniem lepsza - gdy wierszyk jest krótki czy długi? Gdy jest bardziej "matematyczny" czy taki szalony, bazujący na rzeczach niezwiązanych z matematyką (jak Puchatek, Andersen). Czekam na Wasze opinie - dzięki Wam będę wiedziała jakie przygotować rymowanki dla pozostałych "tabliczek" mnożenia :)

A jeszcze dzisiaj śledźcie stronę na facebook'u - mam dla was informację - niespodziankę :)






poniedziałek, 2 stycznia 2017

Dlaczego nie lubię Kar(t) Pracy...

Temat dość przewrotny, może nieco straszny... Bo dotyczy dwóch rzeczy, które często występują w jednej - kart pracy oraz "kar" pracy. Nie lubię obu. Tych drugich to w zasadzie nienawidzę. Ale zacznijmy od kart pracy. 

Jak wiecie, sama czasem jakieś tworzę, przygotowuję... Czasem jakiś używam. Ale mimo tego, zdecydowanie unikam. Tworzę własne, które zazwyczaj są pojedynczym zadaniem albo wybieram "Karty Badacza" w których dziecko musi coś zbadać, stwierdzić, zanotować, wysnuć wnioski. A za co tak nie znoszę "tradycyjnych" kart pracy stosowanych w duuużych ilościach?

Ponieważ:
1. Sprawiają, że nauka staje się "mechaniczna". Zadanie za zadaniem, ustalone schematy, algorytmy, byle do przodu. Trudno o poszukiwanie samodzielnych dróg dochodzenia do wiedzy. 

2. Ograniczają twórczość. Mam takie naiwne przekonanie, że to wszystko co już wiemy, nie jest koniecznie jedynym słusznym lub najlepszym możliwym rozwiązaniem. Sądzę, że świat nie jest skończony, poddawanie rozwiązań w wątpliwość jest dobre i pozwala tworzyć własny porządek wiedzy. 
3. Są niedopasowane do potrzeb dzieci. Każda klasa czy grupa ma swój swoisty klimat, każde dziecko ma inne zainteresowania i potrzeby. Jednakowe karty dla każdej klasy czy grupy w Polsce - gdzie indywidualizacja? 
4.. Kojarzą się z pracą, która nie jest ambitna i ciekawa. Oczywiście nie w każdym przypadku, ale czasem dzieje się tak, że dzieci na hasło "karty pracy" mają dosyć. Nie chcą i już. A jak one nie chcą już w przedszkolu czy w klasach 1-3, to jak zmotywować je do pracy przed maturą? :)


O, właśnie. I tutaj dochodzimy do "kar" pracy. 
Nienawidzę. Nie znoszę. Nie cierpię. 

Karania pracą. Pracą rozumianą jako nauka. Bywałam świadkiem, docierały do mnie pogłoski, a nawet sama złapałam się kiedyś na takim chorym odruchu, gdy "karzemy" dzieci nauką. 

"Jeśli nie będziecie grzeczni, zrobimy zajęcia", "Bo będziemy robić zadania zamiast wyjść na przerwę", "Skoro tak, to ty robisz jeszcze dodatkowo to zadanie."
I nagle wszystkie pozytywne emocje, które mogłyby towarzyszyć aktywności dziecka, które sprawiają, że uczy się i chce się uczyć, znikają jak bańka mydlana. Puf.

Oczywiście nie przeklinam kart pracy na całej linii. Ułatwiają pracę, pozwalają zrealizować cały materiał, przygotowują do sprawdzianów i - nie wiedzieć czemu - cieszą rodziców. Ale może można modyfikować prace z nimi?

A "karom pracy" mówię nie. 

A co wy o tym sądzicie?

Źródło: http://g7.gazetaprawna.pl/p/_wspolne/pliki/2181000/2181274-rekrutacja-praca-pracownik-657-323.jpg

poniedziałek, 19 grudnia 2016

Do celu! - recenzja maty firmy Akson


Ostatni produkt otrzymany przeze mnie w ramach programu "Ambasadorzy Aksonu". 
Nowość! 
Tym razem jest to mata służąca do rzutu do celu. Produkt, który wzbudził u mnie mieszane uczucia - nie byłam pewna jego przydatności, bo jaki problem narysować sobie tarczę? 

Z czasem jednak uświadomiłam sobie, że faktycznie - narysowanie takich odpowiednio dużych współśrodkowych okręgów nie jest takie łatwe, a dodatkowo może być nietrwałe i zabierać czas. Więc rzeczywiście zasadnym jest kupienie takiego produktu. A dla kogo będzie odpowiedni? Dla szkół jako wyposażenie sali gimnastycznej, dla animatorów, dla sal zabaw. Tam, gdzie często rzuca się do celu:)


Czym właściwie jest mata do rzutu do celu? Jak sama nazwa wskazuje jest to kawałek mocnego szorstkiego materiału z nakreślonymi polami z punktacją. To, że jest szorstka, jest jej zaletą, gdyż nie ślizga się zbytnio po podłodze, a spadające woreczki nie mają również na niej zbędnego poślizgu. W zestawie otrzymujemy szpikulce do montowania maty w ziemi (których ze względu na panujące warunki atmosferyczne nie mogłam przetestować) 4 woreczki piramidki oraz sznurek, którego zastosowania nie znam :) Być może do zawieszenia maty? Muszę to jeszcze przemyśleć. Wszystko spakowane jest w poręczny pokrowiec. 

Mata to dobre narzędzie do poszerzenia i uatrakcyjnienia zabaw, imprez urodzinowych, ale także zabaw dydaktycznych. Można zwyczajnie rzucać do celu ćwicząc koordynację wzrokowo-ruchową, można ćwiczyć umiejętności matematyczne związane z klasyfikowaniem, ale także związane z podstawowymi działaniami arytmetycznymi. Przyznam się jednak, że gdy tylko odpakowałam tę matę pomyślałam, że... to piękna plansza do pokera kryterialnego! :)

Co sądzicie o tym produkcie? Czekam na Wasze opinie.